Lublin Studia Studenci Imprezy Kultura Praca Stancje w Lublinie Kultura Pizza Muzyka Wakacje Oferty Życie Studenckie w Lublinie! - MiastoStudentow.pl

Zwierzenia rekrutera, czyli skąd bierze się "stracone pokolenie"

08.04.2011.
studentbezpracy.jpgW dzisiejszych czasach młodzi ludzie mają niewielkie szanse na znalezienie satysfakcjonującej pracy" - pod tym zdaniem, będącym punktem wyjścia i tezą cyklu "Stracone pokolenie" Gazety Wyborczej, podpisze się pewnie większość osób poszukujących pracy. Ale to samo zdanie osoby oferujące pracę czytają ze zdumieniem, i niekiedy lekką frustracją. Lektura relacji z nieudanych zawodowych startów i nierozwiniętych ścieżek kariery tę frustrację rekrutera pogłębia. Wygląda na to, że na naszym rynku pracy osoby poszukujące pracy z determinacją oraz pracodawcy intensywnie poszukujący pracowników, w tym tych młodych, z otwartą głową, których jedynym kapitałem są na początek chęci i gotowość do ciężkiej pracy - nie mogą się jakoś spotkać w połowie drogi.

Przyczyną może być zderzenie międzypokoleniowe: na rynek pracy wchodzi "roszczeniowe pokolenie Y", a pracodawcami są "chciwi kapitaliści". Zderzają się zatem interesy pokolenia, które wyrosło w czasach dobrobytu oraz w przekonaniu, że dyplom w kieszeni to przepustka do kariery. Pokolenie to często było wychowywane w sposób bezstresowy, nastawione na styl życia i konsumpcję. Druga strona to ludzie stawiający w prowadzeniu przedsiębiorstwa na wartości takie jak: jak produktywność, wydajność, efektywność, nastawienie na wyniki sprzedaży i zaangażowanie. Czy interesy tych grup są przeciwstawne? Bardzo często tak. Często na rozmowę młody człowiek przychodzi z nastawieniem: "nie po to tyle lat studiowałem, żeby teraz harować za 2 tysiące". Banalne stwierdzenie, że od czegoś trzeba zacząć i że pracodawcy też trzeba najpierw coś dać, przez wielu poszukujących nie jest akceptowane. Kandydaci oczekują zbyt wiele. Osoby zajmujące się rekrutacją dają zbyt mało - w kontekście tych oczekiwań. Trzeba jednak uczciwie oceniać dzisiejsze uwarunkowania rynku pracy - opieranie swoich oczekiwań wyłącznie na dyplomie to brak realizmu. W czasach, gdy zdobycie wyższego wykształcenia nie wymaga wielkiego wysiłku, niestety także intelektualnego, bo poziom nauczania drastycznie spada, naiwnością jest wiara, że to wystarczy, by poradzić sobie w wymagającym przedsiębiorstwie.

Nie znam osoby, która zaczynałaby karierę od razu od stanowiska kierowniczego, fotela dyrektora czy prestiżu prezesa zarządu. Od pięciocyfrowej pensji plus bonusy, plus możliwie krótki dzień pracy. Nie znam osoby, która mogłaby powiedzieć o sobie "biznesmen" bez doświadczenia kilku lat ciężkiej pracy, na stanowisku, którego tak wiele osób boi się jako czegoś wstydliwego - kontaktu z klientem, często "na słuchawkach" - bo tak się dziś buduje relacje biznesowe. Znam natomiast osoby, które od przysłowiowego stażysty bez doświadczenia zawodowego doszły do stanowisk wysoko sytuowanych i dobrze opłacanych. To osoby, które o 15.55 nie stały w "blokach startowych", które stać było na poświęcenie weekendu na przeczytanie najnowszych branżowych publikacji bez furii i frustracji, że poświęcają ten czas "za darmo".

Z pewnością na rynku jest wielu pracodawców, którzy za ciężką pracę oferują marną płacę i jeszcze marniejsze perspektywy. Ja reprezentuję pracodawcę otwartego na osoby bardzo młode, dopiero rozpoczynające życie zawodowe, niezależnie od wykształcenia - bo dziś w wyuczonym zawodzie pracują chyba tylko lekarze i prawnicy (a i to nie zawsze). Działając w branży nowych technologii, możemy zaproponować ciekawą pracę i styczność z najnowszymi trendami medium, na punkcie którego młodzi ludzie szaleją - Internetu. Proponujemy dobrą płacę, awanse i podwyżki - za solidną pracę i realizm - realistyczne podejście do swoich kompetencji oraz gotowość do ciągłej nauki. Deklarowanie "chcę się rozwijać" nie wystarczy - w ten rozwój trzeba zainwestować. Obserwując kolejne grupy wchodzących na rynek absolwentów widzimy jak w soczewce polski system edukacji, coraz bardziej rozbiegający się z wymaganiami rynkowymi stojącymi przed absolwentami. Jednak nie ma sensu obciążać pretensjami "systemu", bo i filozof może zostać menedżerem, a germanistka - specjalistą w teoretycznie odległej dla siebie branży. Dyplom do tego nie jest niezbędny. Dyplom do tego nie wystarczy. To banał, ale warto brać do serca porady serwisów ogłoszeniowych mówiące, że na rozmowę trzeba się "odprasować" i przygotować dobry list motywacyjny, dedykowany po konkretną firmę, do której aplikujemy. Brak takich podstawowych elementów to nie jedyne zaniedbania ubiegających się o pracę. Często rekrutera zaskakuje cynizm kandydatów do pracy i brak profesjonalnego podejścia do rozmowy. Takie rozmowy aplikacyjne kończą się w niemiłej atmosferze wzajemnego niezrozumienia. Niestety, zwykle to kandydat przychodzi na rozmowę o pracę nieprzygotowany i źle nastawiony - to siłą rzeczy mu nie wróży kariery. Dlaczego warto o tym pisać? Bo praca w Polsce jest, a bezrobocie to niekiedy stan na własne życzenie.


Podpisano: Małgorzata Kucharska-Grochocka - Pełnomocnik zarządu ds. personalnych w Sunrise System sp. z o.o.
(zatrudniona na etacie od 3 lat. Czynna zawodowo od 10. Z wykształcenia kulturoznawca=teoretycznie bez szans na zatrudnienie?)