Ostatni pocałunek...
06.07.2007.

Każde pokolenie zasługuje na film, który przedstawi jego kondycję psychiczną i stany emocjonalne. "Ostatni pocałunek" jest takim współczesnym „Orbitowaniem bez cukru". Nie opowiada o jednym związku i o prozaicznej zdradzie. Jest to historia o strachu przed dorastaniem, przed dorosłością i tym, co ona za sobą pociąga.
Przedstawiono w nim grupę przyjaciół, którzy stoją niejako na rozdrożu, mają do podjęcia decyzję mogące zmienić ich życie. Co postanowią w obliczu tego, co nieuchronne?
Kiedy Michael był nastolatkiem wyobrażał sobie, że gdy skończy trzydzieści lat będzie miał dobrą pracę, piękną i sympatyczną żonę, a kumple z dzieciństwa wciąż będą w pobliżu. Wszystkie marzenia głównego bohatera spełniły się. Michael osiąga sukcesy w życiu zawodowym. Ma kochającą partnerkę Jenny, która jest w dziesiątym tygodniu ciąży. Nadal tworzy zgraną paczkę z Chrisem, Izzym i Kennym. Na dodatek rodzice Jenny szalenie sobie cenią towarzysza życia córki. Michael odczuwa jednak nie do końca określony niepokój...
Igranie z niebezpieczeństwem - zwłaszcza w materii tak delikatnej jak relacje międzyludzkie - musi skończyć się niedobrze. I rzeczywiście - romans wychodzi na jaw, zanim doszło do czegokolwiek nagannego. Od pierwszych chwil filmu widzowi towarzyszy pewna irytacja, podsycana świadomością niedojrzałości bohaterów. Wiadomo, co się zdarzy, wiadomo też, że – niczym pojawi się jakieś cudowne rozwiązanie. Tym razem jednak cudownych rozwiązań zabrakło.
"Ostatni pocałunek" to przede wszystkim dobra rozrywka z odrobiną psychologii oraz przyjemną muzyką w tle. Film może przynieść swoiste ukojenie każdemu mężczyźnie, który choć raz skrzywdził ukochaną. Kobiety po przejściach sarkastycznie skomentują: "tak to prawda, oni właśnie tacy są", a szczęśliwe pary odkryją, jakie możliwe pułapki szykuje dla nich życie...
Justyna Jurkowska
Ten adres email jest ukrywany przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć