Lublin Studia Studenci Imprezy Kultura Praca Stancje w Lublinie Kultura Pizza Muzyka Wakacje Oferty Życie Studenckie w Lublinie! - MiastoStudentow.pl

Związane ręce Komorowskiego...

18.06.2010.
polska.jpgJeśli Bronisław Komorowski opowiada bzdury na temat metod wydobycia gazu łupkowego, to zastanawiam się, kto mu je wkłada do głowy? Z Andrzejem Zybertowiczem, socjologiem, byłym doradcą prezydenta Lecha Kaczyńskiego ds. bezpieczeństwa państwa, profesorem w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, rozmawia Mariusz Bober Rok temu powiedział Pan w jednym z wywiadów, że "jeżeli skala kryzysu będzie wymagała (...) wprowadzenia w życie trudnych decyzji instytucjonalnych, to Platforma Obywatelska okaże się do nich niezdolna". Po katastrofie pod Katyniem i klęsce powodzi obserwujemy inercję władz na niespotykaną skalę.
- Zauważmy, że wcale nie spotkały nas wszystkie możliwe kryzysy. Można sobie wyobrazić jeszcze gorsze: wojnę, epidemie czy też kryzys finansowy na skalę większą niż wielka depresja z 1929 roku. Katastrofa smoleńska pokazała, że powinny być zmienione procedury bezpieczeństwa lotów najważniejszych osób w państwie. Ale brak takich procedur nie wywołuje od razu żadnych widocznych skutków. A uporządkowanie tej sprawy nie wymusza reform w innych obszarach funkcjonowania państwa, które również wymagają zmian.

Katastrofa smoleńska ujawniła niewydolność państwa polskiego, i to na wielu płaszczyznach...
- Dla mnie, jako badacza faktycznych reguł gry w społeczeństwie, było to oczywiste co najmniej od połowy lat 90. ubiegłego wieku. W 2004 r. podczas ogólnopolskiego zjazdu socjologicznego omawiałem zjawisko diagnozy bez konsekwencji, dostrzeżone zresztą także przez osoby dalekie od myślenia niepodległościowego. Zjawisko to polega na tym, że chociaż poważne niesprawności w funkcjonowaniu państwa są dostrzegane i zdiagnozowane, to potrzebne rozwiązania nie są wprowadzane w życie. Wiemy o niesprawności służby zdrowia, sądownictwa, mediów publicznych, tajnych służb, ale państwo nie ma zdolności uporania się z tymi problemami.

PO przez ostatnie lata sprawiała wrażenie, że ma monopol na modernizację państwa...
- Platforma w ostatnich latach miała wyniki w wywoływaniu wrażeń, tylko co zreformowała? Państwo może być naprawiane na trzy sposoby: albo samo jest w stanie dokonać niezbędnych zmian, albo naprawa jest wymuszana oddolnie - przez społeczeństwo; może to być też dokonywane poprzez mechanizmy postkolonialne - a więc jakieś inne państwo lub międzynarodowe korporacje wymuszają modernizację. Ale wówczas dokonywane są tylko takie zmiany, które są potrzebne obcym podmiotom do tego, by płynnie mogły prowadzić swoje interesy. Problem polega na tym, że w Polsce, mimo że mamy demokrację, czyli system pozwalający na samoregulację, państwo jest nieprzejrzyste samo dla siebie. Rządy PO raczej pogorszyły sytuację, ponieważ wielu jej polityków działa w sytuacji konfliktu interesów, co sprawia, że nie mają dostatecznie silnych motywacji, by wprowadzać reformy.

Jarosław Kaczyński apelujący do PO o współdziałanie w reformowaniu państwa spotka się więc z murem?
- Jarosław Kaczyński wyciągnął wniosek, że musimy zbudować w Polsce nowy typ porozumienia politycznego. Najwyraźniej uznał, że jeśli dwa główne ugrupowania postsolidarnościowe będą nadal prowadziły ze sobą ostrą walkę, to państwo polskie nie osiągnie zdolności do samonaprawy. Kaczyński przemyślał swoją rolę w polskiej polityce i - być może - rozstał się ze złudzeniem, że jest w stanie zbudować formację, która sama będzie w stanie wziąć odpowiedzialność za dopasowanie Polski do wyzwań współczesności w taki sposób, by nie zagubić naszej tradycji. Prezes PiS zrozumiał też, że Polacy są mocno podzieleni i budując przyszłość, trzeba, by różne środowiska polityczne znalazły minimum porozumienia. Stąd dzisiejszy język prezesa PiS. To nie jest efekt tylko tego wstrząsu, jakim była dla niego śmierć brata i wielu bliskich, utalentowanych współpracowników w katastrofie smoleńskiej. To także rezultat wcześniejszych przemyśleń. Tymczasem Donald Tusk jakby wszedł w mentalność "starego" Jarosława Kaczyńskiego: pielęgnuje złudzenie, że jest w stanie uzyskać pełną kontrolę nad państwem i je reformować - gdy tylko w Pałacu Prezydenckim usadowi niezbyt "lotnego", za to zależnego od siebie polityka.

Ale przez ponad 2,5 roku rządów Donald Tusk nie pokazał, że ma zdolność reformowania kraju...
- To, co robi prezes Jarosław Kaczyński, jest sygnałem zarówno dla PO, jak i dla wyborców. Sygnał dla Platformy jest następujący: wyciągnijcie wniosek, który ja wyciągnąłem; jeśli macie ambicje przejęcia pakietu kontrolnego nad państwem, to uznajcie, że w dzisiejszym dynamicznym świecie to jest nieskuteczne. Jeśli wyborcy dadzą Bronisławowi Komorowskiemu prezydenturę, to chociaż Donald Tusk może zyska złudzenie kontroli nad państwem, to reformy nadal nie będą przeprowadzane. Wyborcom Kaczyński mówi: głos na mnie to szansa na prawdziwy, kreatywny pluralizm w Polsce i odblokowanie potencjału rozwojowego.

Do niedawna PO usprawiedliwiała swoją bezczynność rzekomym blokowaniem reform państwa przez śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego...
- Zaprzecza temu usprawiedliwieniu przykład mediów publicznych, które niewątpliwie wymagają reformy. Nie została ona należycie przeprowadzona w okresie rządów PiS. Gdyby Platforma naprawdę chciała je uspołecznić, postarałaby się o minimalne porozumienie w tej sprawie wszystkich sił politycznych. Zaproponowałaby PiS lub śp. prezydentowi Kaczyńskiemu opracowanie wspólnego projektu. Ale PO nie dotrzymała nawet umowy z SLD, przy poparciu którego mogła przecież odrzucić weto prezydenckie. Sytuacja ta pokazuje, że oskarżanie śp. Lecha Kaczyńskiego o blokowanie zmian jest nieuczciwe. To wymówka, bo albo PO nie ma woli do przeprowadzenia reform, bo jest uwikłana w jakieś ciche zależności z grupami interesów, albo jest niesprawna organizacyjnie. A może jedno i drugie.

Jak PO wykorzystuje pełnię władzy, którą de facto obecnie sprawuje?
- Na razie Platforma zajmuje się tym, co wcześniej krytykowała u PiS, czyli przejmowaniem kontroli nad kolejnymi instytucjami państwa. Osłabia IPN, dogaduje się z Aleksandrem Kwaśniewskim, by osadzić na stanowisku prezesa Narodowego Banku Polskiego Marka Belkę, czy z innymi środowiskami, by obsadzić urząd Rzecznika Praw Obywatelskich. Gdyby PO rzeczywiście była partią obywatelską, zaczekałaby z tymi zmianami do wyborów prezydenckich, czyli do stabilnej sytuacji politycznej. Zastanawiam się w tym kontekście nad mentalnością Bronisława Komorowskiego. Ostatnio gra z Kwaśniewskim i ludźmi Wojskowych Służb Informacyjnych, a poparcie dla niego deklarują tacy ludzie jak gen. Marek Dukaczewski [były szef WSI - przyp. red.] czy Włodzimierz Cimoszewicz.

...który zachęcał, byśmy przyłączyli się do rosyjsko-niemieckiego projektu Gazociągu Północnego.
- Wypowiedział się tym samym przeciwko naszemu interesowi narodowemu. Gdy słucham reklam wyborczych Bronisława Komorowskiego, w których mówi, że całe życie służył Narodowi, odnoszę wrażenie, że został on wpuszczony przez Donalda Tuska w pogoń za władzą, w której kompletnie się pogubił. Nawet jeśli Komorowski zyska splendory Pałacu Prezydenckiego, to będzie tak uzależniony od różnych środowisk, że nie będzie zdolny do myślenia w kategoriach interesu narodowego.

Od kogo może być najbardziej uzależniony?
- Mam na myśli głównie grupy biznesowe powiązane ze środowiskiem WSI, podobnie jak niektóre grupy medialne. Jeśli dzięki ich poparciu Komorowski wygra wybory, będzie miał ręce związane zarówno przez nich, jak i przez Donalda Tuska. Jeśli marszałek Sejmu opowiada bzdury na temat metod wydobycia gazu łupkowego, to zastanawiam się, kto mu je wkłada do głowy? Czy nie właśnie część środowiska WSI od lat związana z Moskwą? To Moskwa ma interes w tym, żeby Gazprom zarabiał w Polsce, a nie Polacy na wydobyciu gazu.

Co nas czeka, gdyby PO przypieczętowała swoją władzę wygraną Bronisława Komorowskiego?
- Jego ewentualna wygrana niewielką przewagą i obecna kampania, która odblokowała potencjał PiS, otworzy dla tej partii drogę do wygrania wyborów samorządowych i parlamentarnych i rozpoczęcia rzeczywistych reform w kraju. Ale uwaga: to zależy od tego, czy środowiska niepodległościowe nie wpadną w defetyzm. Przecież już dziś widać, iż odnieśliśmy wielki sukces: tylu Polaków podniosło głowę, przestało się wstydzić swojego patriotyzmu. Zobaczyliśmy, jak dla wielu rodaków ważne są symbole naszej państwowości, niepodległości i dumy. PiS już odzyskało potencjał koalicyjny, którego starano się go pozbawić przez ostanie 3 lata.

Dziękuję za rozmowę.

Źródło: naszdziennik.pl