Społeczeństwo i polityka
Komorowski sięgnął po retorykę Leppera
Z Andrzejem Maciejewskim, ekspertem ds. polityki w Instytucie Sobieskiego, rozmawia Paulina JarosińskaPrzed debatą były obawy, że nie będzie się ona niczym różnić od niedzielnej, bo została ta sama formuła.
- Sztaby dobrze zdawały sobie sprawę z tego, że ostatnia debata będzie najważniejsza, ponieważ najlepiej pamięta się to, co zostało powiedziane na końcu, chwilę przed wyborami. To ważny chwyt psychologiczny: nieważne, co mówi się na początku, ważne, do kogo należy ostatnie zdanie. Wszyscy wiedzieli, że wybór rozstrzygnie się po środzie. Biorąc pod uwagę niewielką różnicę między kandydatami, która mieści się w zakresie błędu statystycznego, jeszcze nic nie jest przesądzone. Po tej debacie jeszcze wszystko może się zmienić. Warto zwrócić też uwagę na to, że nawet przy nudnej formule można wykazać się konkretnością. Co ważne, Jarosław Kaczyński wykazał się nie tylko konkretnością, ale i tym, że jest gentlemanem, ponieważ niektóre sprawy przemilczał i nie sięgał do tanich chwytów PR. W środę wygrały zasady.
Jak ocenia Pan pytania redaktorów i poziom ich przygotowania?
- Pytania tym razem były konkretniejsze i ostrzejsze, ale nie zaskakiwały. Kandydaci je znali; to również sztaby uzgadniają poruszane kwestie. Wszystko było wyreżyserowane i z góry ustalone. Nie widać było specjalnych sympatii ze strony redaktorów. Starano się wprowadzać porządek. Pytania tym razem wymagały konkretów, a nie ogólnego bajania o tym, co by było, gdyby... Jeśli chodzi o Komorowskiego, doszło do - jak to nazywam - "lepperyzacji" tego polityka. Mówi tak samo jak Lepper, tej samej retoryki używa, nawet wymachuje rękoma jak lider Samoobrony. Zaczyna różnić ich jedynie to, że Komorowski ma wąsy, okulary i jest trochę wyższy. Doszło do zaskakującej przemiany. Bardzo przykre są uwagi Komorowskiego na temat myślistwa, z którego kpi na potrzeby kampanii. Mija się to z elementarną uczciwością.
Było widać chwyty marketingowe?
- Uderzające było to, że Kaczyńskiemu już na początku udało się "zagiąć" przeciwnika, wręczając mu dokument "Polska 30" ministra Boniego w odpowiedzi na jedną kartkę od Komorowskiego. To było moim zdaniem bardzo trafne. Komorowski starał się odwoływać do sprawy ojcostwa. Sam chwalił się tym, że ma dzieci, próbując zdyskredytować rywala, bo przecież wszyscy wiedzą, że Kaczyński nie ma ani żony, ani dzieci. W odpowiedzi Kaczyński bardzo inteligentnie starał się wykazać, że w sensie społecznym Komorowski nie potrafi być "ojcem" dla Narodu, dla wielu grup społecznych, "dzieci", które są ze społeczeństwa wykluczone. Pokazało to słabość Komorowskiego. Wpadką marszałka było również to, że oddał do podpisania jako drugiemu swojemu przeciwnikowi politycznemu połączenie haseł wyborczych pod Konstytucją. Dzięki temu pokazał, do kogo należy ostatnie zdanie, i w sposób niezamierzony na sam koniec debaty przydał Kaczyńskiemu splendoru. Była to ewidentnie strategiczna wpadka, dzięki której zapunktował prezes PiS. Stało się to takim niezamierzonym prezentem medialnym dla przeciwnika. Ma to wymiar symboliczny, ale może być bardzo znaczące. Przekaz był prosty: było widoczne, kto podpisuje ostatni, a nie to, kto wychodzi z inicjatywą. Teraz powstaje pytanie: czy cała ewentualna prezydentura Bronisława Komorowskiego będzie takim medialnym show? Czy nie będzie tak, że zabraknie w niej konkretów, a jedyne, co ona nam zafunduje, to masa haseł typu: "My wam damy to i to"? W przypadku Komorowskiego rodzi się też pytanie, czy będzie on politykiem samodzielnym, czy raczej marionetką Tuska ... Kiedy Jarosław Kaczyński odwołuje się do swojego tragicznie zmarłego brata, dodajmy bliźniaka, wydaje się to naturalne i oczywiste. Natomiast jak można określić związki między Komorowskim a Tuskiem? Czy nie będzie tak, że gdy wybory wygra marszałek Sejmu, to będzie on po prostu wykonywał polecenia premiera Tuska?
Czy któryś z kandydatów przedstawił wewnętrznie spójną wizję umocnienia struktur państwowych?
- Pytanie było inteligentne, ale zbyt złożone. Jego rozbudowana konstrukcja uniemożliwiła wyczerpującą wypowiedź, która mogłaby się zmieścić w dwóch minutach. Szkoda, bo to ważny temat. Gdyby pytanie zostało rozbite na kilka części, to wtedy łatwiej byłoby taką wizję przedstawić. Przy takiej formule niemożliwe staje się udzielenie spójnej odpowiedzi.
Niezdecydowanym wyborcom łatwiej będzie się zdecydować po tej debacie?
- Po wczorajszej debacie, przeglądając różne stacje, zauważyłem, że ewidentną porażkę Komorowskiego w niektórych mediach szybko pominięto i zręcznie zignorowano. Natomiast w niedzielę starano się jeszcze za wszelką cenę wydobywać plusy z wystąpienia marszałka. Teraz próbowano temat szybko zamknąć. Po tej ostatniej debacie wszystko może się jeszcze radykalnie zmienić. Kto wie, czy nie czeka nas powtórka z 2005 roku. Przypomnę, że wtedy faworytem był Tusk. On właściwie już był prezydentem. Ku zaskoczeniu wielu tak się nie stało. Lech Kaczyński był wówczas tym drugim. Dzisiejsza sytuacja jest bardzo podobna. Należy w tym miejscu podkreślić, że Komorowski popadł w polityczną pychę. Ewidentnie brak mu pokory. Warto tu wspomnieć o sondażach z początku kampanii, według których marszałek Sejmu mógł liczyć nawet na 60 procent poparcia. Z dnia na dzień jednak to poparcie malało, a wynik pierwszej tury pokazał, że w polityce wszystko jest możliwe. Sądzono, że Komorowski wygra już w pierwszej turze, że jego zwycięstwo to tylko formalność. Polityk nie może popadać w pychę. Sądzę też, że część społeczeństwa nie poszła na pierwszą turę, ponieważ chciała się przekonać, kto zostanie, i poczekać na to, jak rozwinie się kampania wyborcza przed drugą turą. Wynik może jeszcze wszystkich zaskoczyć. W drugiej turze zadecydować mogą tysiące głosów. Kto wie, czy nie będziemy świadkami publicznej klęski człowieka, który popadł w grzech pychy. Komorowski sam sobie wielokrotnie szkodził własnymi wpadkami, m.in. całkiem niedawno w kwestiach emerytur wojskowych czy odnośnie do Karty nauczyciela. Dzieją się więc rzeczy, które jeszcze wszystko mogą zmienić, jeśli chodzi o ostateczny wynik wyborów prezydenckich. Nie można niczego przesądzać.
Dziękuję za rozmowę.
Źródło: naszdziennik.pl