Lublin Studia Studenci Imprezy Kultura Praca Stancje w Lublinie Kultura Pizza Muzyka Wakacje Oferty Życie Studenckie w Lublinie! - MiastoStudentow.pl

Cała władza w rękach PO...

23.07.2010.
ludziewladzy.jpgZwycięstwo w wyborach prezydenckich kandydata Platformy Obywatelskiej Bronisława Komorowskiego i obecny kształt polskiej sceny politycznej przypomina sytuację z roku 2001... Wówczas wygrana Aleksandra Kwaśniewskiego, a następnie umocnienie się u władzy lewicy po wiktorii w wyborach parlamentarnych doprowadziły do monopolizacji władzy w rękach jednolitego pod względem ideologicznym obozu politycznego.

Następstwem wydarzeń sprzed niespełna dekady był najpoważniejszy jak dotychczas kryzys polityczny w Polsce po roku 1989. Afera Rywina paradoksalnie przyczyniła się do tymczasowego odrodzenia życia społeczno-politycznego, o którym mowa w sanacyjnym programie IV Rzeczypospolitej zaakceptowanym przez wyborców w roku 2005.
Pewne podobieństwa do afery Rywina wykazywała ujawniona jesienią ubiegłego roku afera hazardowa, której konsekwencją była głęboka rekonstrukcja rządu, w tym także dymisja ówczesnego wicepremiera, a obecnego marszałka Sejmu Grzegorza Schetyny. Pamiętajmy jednak, że konsekwencje Rywingate były znacznie poważniejsze. Doprowadziła ona bowiem ostatecznie do upadku rządu Leszka Millera i stworzenia, przy wydatnym udziale i poparciu prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, gabinetu Marka Belki. Warto przypomnieć, że konsekwencją wspomnianego kryzysu było wzmocnienie pozycji Aleksandra Kwaśniewskiego nie tylko w jego własnym obozie politycznym, ale również w zakresie posiadanej władzy.
Na wyciągnięcie dalszych wniosków odnośnie do zasięgu i skali afery hazardowej należy jednak poczekać do zakończenia prac sejmowej komisji śledczej. Stąd też wydaje się, że to właśnie dzisiaj Platforma Obywatelska, uzyskując nieograniczoną władzę w państwie, znajduje się w sytuacji niemal analogicznej do tej, w jakiej znajdowało się SLD w roku 2001.

Platforma umacnia władzę
Możemy wskazać na kilka czynników które wpłyną, przynajmniej w perspektywie najbliższego roku, na ugruntowanie się monopolu władzy w rękach Platformy Obywatelskiej.
Jednym z nich jest ukazywanie dorobku IV Rzeczypospolitej jako głównego tematu sporu politycznego pomiędzy PO a PiS. Czynnik ten wpłynie na dalszą petryfikację dotychczasowych podziałów w ramach polskiej sceny politycznej, a przez to na wzmocnienie zarysowującego się od wyborów parlamentarnych z 2005 r. podziału na tzw. Polskę liberalną i Polskę solidarną. Potwierdza to przebieg minionej kampanii wyborczej. Dopiero powrót Platformy Obywatelskiej do agresywnej retoryki z okresu kampanii parlamentarnej w 2007 r. pozwolił na zwycięstwo jej kandydata. Sztabowcy Bronisława Komorowskiego ograniczyli się do dyskusji o stylu uprawiania polityki, co pozwoliło na uniknięcie dysputy o różnych wizjach państwa reprezentowanych przez każdego z kandydatów.
Kolejną okolicznością umacniającą władzę Platformy Obywatelskiej jest, podobnie jak na początku IV kadencji Sejmu RP, słaba opozycja. Pomimo dobrego wyniku wyborczego Jarosława Kaczyńskiego i odbudowania społecznego poparcia dla idei IV Rzeczypospolitej na forum parlamentu Prawo i Sprawiedliwość ma ograniczone możliwości tworzenia nawet doraźnych sojuszy i koalicji. Tylko w niewielkim stopniu może liczyć na poparcie pozostałych partii opozycyjnych, szczególnie gdyby ze strony rządu pojawiły się projekty podniesienia podatków lub też likwidacji uprawnień dotychczas przysługujących poszczególnym grupom społecznym i zawodowym. Trudno jednak wyobrazić sobie - zarówno teraz, jak i po przyszłych wyborach parlamentarnych - koalicję z Sojuszem Lewicy Demokratycznej pomimo podejmowanych w trakcie kampanii prezydenckiej zabiegów o pozyskanie wyborców tej partii.
Również Polskie Stronnictwo Ludowe - po fatalnym wyniku Waldemara Pawlaka w wyborach prezydenckich, nie może sobie pozwolić na bliższą współpracę z Prawem i Sprawiedliwością. Obie partie walczą bowiem o ten sam wiejski, konserwatywny i tradycyjny elektorat, co doskonale potwierdzają przepływy elektoratu w drugiej turze tegorocznych wyborów prezydenckich. Sytuację PSL pogarsza z jednej strony silna frakcja ludowa w ramach PiS, z drugiej zaś liberalizacja postaw tzw. lokalnych baronów, którzy w drugiej turze wyborów prezydenckich poparli, wbrew własnemu elektoratowi, Bronisława Komorowskiego. Ta postępująca "frakcjonalizacja" poszczególnych środowisk politycznych w obrębie dwóch głównych partii politycznych jest więc kolejnym czynnikiem umacniającym pozycję rządzącej Platformy.

Konflikt pozorowany
Pojęciem, które ostatnio robi zawrotną karierę w niektórych mediach, jest "triumwirat". Użyte przez Pawła Piskorskiego w jednym z wywiadów miało określać podział władzy między Donalda Tuska, Bronisława Komorowskiego i Grzegorza Schetynę. Zdaniem przewodniczącego Stronnictwa Demokratycznego, nowa sytuacja wywołana porozumieniem Komorowskiego i Schetyny prowadzi z jednej strony do ograniczenia sfery władzy, którą rozporządza premier, z drugiej zaś strony jest zarzewiem kolejnych nieuniknionych konfliktów w PO. Konfliktów, których cykliczne występowanie jest jednym z ważnych elementów funkcjonowania obecnie rządzącej Platformy.
Autor niniejszego artykułu bardziej krytycznie ocenia możliwość zaistnienia realnych podziałów między politykami sprawującymi obecnie najważniejsze funkcje w państwie. Skłania się bardziej ku formułowanej równie często formule "konfliktu pozorowanego". Jednak wbrew powtarzanym opiniom, że konflikty te będą miały na celu podkreślenie niezależności nowego prezydenta od środowiska politycznego, z którego się wywodzi, bardziej prawdopodobne wydaje się, iż ich podstawowym zadaniem będzie wycofanie się ze złożonych w trakcie kampanii prezydenckiej obietnic wyborczych. Skąd ta teza? Po pierwsze, od połowy marca, czyli już po uzyskaniu nominacji ze strony Platformy Obywatelskiej, Bronisław Komorowski w swoich wypowiedziach podkreślał, że nie interesuje go prezydentura symboliczna, czyli taka, którą Donald Tusk, tłumacząc swoją rezygnację z kandydowania na urząd, sprowadził do symbolu żyrandola wiszącego w Sali Kolumnowej Pałacu Prezydenckiego. Stąd też premier Donald Tusk powinien być ostatnią osobą, która jest zaskoczona polityczną emancypacją prezydenta elekta.
Wydaje się, że dużo poważniejszym problemem dla obozu rządzącego są obietnice złożone w trakcie kampanii prezydenckiej. Pomimo że mają one niewiele wspólnego z faktycznymi uprawnieniami głowy państwa - składane zarówno przez samego kandydata, jak i przedstawicieli rządu z premierem na czele - będą w najbliższym czasie stanowiły poważne obciążenie dla polityki prowadzonej przez koalicję rządową. Stąd też możliwe wydaje się zastosowanie wobec projektów szczególnie niepopularnych społecznie następującej taktyki: rządowy projekt dotyczący przykładowo ograniczenia uprawnień emerytalnych służb mundurowych może zostać zawetowany przez Bronisława Komorowskiego, przez co koalicja rządowa będzie mogła wycofać się z kłopotliwych propozycji, prezydent zaś spełni jedną ze swych przedwyborczych obietnic. Dlatego też o faktycznej skali niezależności prezydenta będą świadczyły konkretne decyzje polityczne, a nie przedwyborcze deklaracje zarówno samego prezydenta, jak i ludzi z jego politycznego zaplecza.
Jest jeszcze jeden argument wskazujący na sztuczny charakter konfliktów między liderami Platformy Obywatelskiej. Od początku bieżącej kadencji Sejmu zarówno rząd, jak i klub parlamentarny PO umiejętnie stosują taktykę przekierowywania dyskursu politycznego w pożądanych przez siebie kierunkach. Głównym zadaniem tej "wektorowej" polityki jest kreowanie tematów zastępczych przez polityków Platformy, szczególnie w momentach krytycznych dla rządzącej większości. W tym kontekście warto chociażby przypomnieć, że po ujawnieniu afery hazardowej tematem często podnoszonym przez jej przedstawicieli była kwestia tzw. afery gruntowej. Natomiast dzisiaj, kiedy coraz częściej ze strony mediów padają niewygodne pytania o konkretne decyzje dotyczące reform finansów państwa, słyszymy coraz więcej o wewnętrznych konfliktach targających Platformą Obywatelską.
Wydaje się, że obecnie nie jesteśmy w stanie udzielić jakiejkolwiek odpowiedzi na pytanie, jak monopolizacja władzy w rękach Platformy Obywatelskiej, wspieranej przez ludowego koalicjanta, wpłynie na działanie państwa i jego instytucji. Dotychczasowe doświadczenia ostatnich dwudziestu lat nie są najlepszym prognostykiem. Niemalże zawsze rządzące koalicje prowadziły działania zmierzające do wzmocnienia swych wpływów w obszarach, które powinny być trwale oddzielone od bieżącej polityki - na przykład w mediach i administracji publicznej. Równie istotnym problemem, a może cechą charakterystyczną polskiego systemu politycznego, były podejmowane szczególnie w ostatnich latach działania zmierzające do unifikacji koalicjantów i ugrupowań opozycyjnych w ramach partii politycznej dominującej w danym okresie. Ograniczenie powyższych zjawisk powinno być pierwszym krokiem w kierunku normalizacji życia politycznego. W kilku przypadkach konieczne będzie wprowadzanie daleko idących zmian ustrojowych, wyraźnie ograniczających politykom możliwość zawłaszczania państwa.

Autor jest politologiem, wykładowcą w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej.