Tori Amos razy pięć
29.05.2007.

Premiera albumu w Polsce miała miejsce 26 kwietnia br. Dwa dni temu udało mi się go wreszcie zdobyć i przesłuchać.
Utwory brzmią świeżo, bardzo naturalnie i z pewnością odzwierciedlają bogate spektrum wokalnych możliwości ich autorki. Choć przeważają ballady, z nieodłącznym fortepianem w tle, nie zapomniano o rockowym pazurze, a całość gustownie podlano musicalowym sosem. To wszystko można znaleźć na nowej płycie Tori Amos „American Doll Posse". Znajdziemy tutaj 23 utwory w całości skomponowane i wyprodukowany przez samą Tori.
Artystka nie byłaby sobą, gdyby nie ubrała całość w oryginalny koncept. Jedna Amos i pięć różnych wcieleń: Santa, Clyde, Isabel, Tori i Pip. Przypisując każdą tożsamość innej stylistyce Tori Amos nieźle to sobie wymyśliła. Za każdym z tych imion kryje się inna kobieta, inny wizerunek, inna wrażliwość, inna muzyka. Ich przeżycia są odbiciem społeczno-politycznej kondycji dzisiejszej Ameryki.
Wnioski, jakie płyną z tekstów, trudno nazwać optymistycznymi, ani tym bardziej poprawnymi politycznie. Tori, poprzez szereg celnych obserwacji i zręcznych metafor, chce przede wszystkim pokazać kobietom, że nie powinny już dłużej pozwalać spychać się na boczny tor.
W ten sposób powstała płyta bogata gatunkowo, różnorodna muzycznie.
To bez wątpienia najbardziej ambitna płyta pani Amos. To kompilacja wszystkiego co siedzi w artystce. Historia kobiety zaklętej w takich dźwiękach rozczula i fascynuje najbardziej...
Justyna Jurkowska
Ten adres email jest ukrywany przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć