Lublin Studia Studenci Imprezy Kultura Praca Stancje w Lublinie Kultura Pizza Muzyka Wakacje Oferty Życie Studenckie w Lublinie! - MiastoStudentow.pl

Mika "Life In A Cartoon Motion"

30.05.2007.
mikalifeincartoonmotion.jpg...czyli czasami warto „ubabrać się” komercją.
Nie ukrywam, że od czasu do czasu lubię posłuchać mainstreamu tak dla odtrutki. Niestety Mika dorobił się gęby faceta, którego słuchać nie wypada. Zarzuca mu się na przykład pójście na komercję. Argument byłby jednak sensowny, gdyby libański wokalista wywodził się z tradycji garażowego rocka, pewnego dnia pojawił się menadżer wymachujący grubym plikiem dolarów, a Mika – szarlatan zdradził ideały sierpnia i nagrał „Life In A Cartoon Motion”. Równie idiotyczny jest zarzut bycia epigonem Scissor Sisters tylko dlatego, że Mika posługuje się równie często falsetem, co Jake Shears. Poważnie jednak zastanawia kwestia ile w największym przeboju artysty „Relax, Take It Easy” jest Miki, a ile Cutting Crew i ich hitu z lat 80 „(I Just) Died In Your Arms Tonight”? Z resztą sami porównajcie:    http://www.youtube.com/watch?v=ZBwVlsa7_gs  http://www.youtube.com/watch?v=9j3DbsdmbOU

Wspomniany „Relax...” jest już tak skatowany przez wszystkie rozgłośnie radiowe i telewizyjne, że nie wiem czy jest sens opisywania tego numeru. Pulsujący atmosferą rozgrzanego od tańca parkietu utwór brzmiał dla mnie początkowo, jak zaginiony klasyk z czasów srebrnych kul disco. Potem pojawiła się kwestia zapożyczenia z Cutting Crew i lekki smrodek jest niestety. Idąc jednak dalej tropem wyznaczonym przez braci Gibbs (Bee Gees jakby ktoś nie skojarzył) zahaczamy o imprezę pod numerem czwartym, a nazwa jej „Love Today”. Panowie, nie zapomnijcie zaprosić na nią fajnych koleżanek, koledzy przyjdą sami. Z resztą regularna biba rozpoczyna się na „Life In A Cartoon Motion” już od pierwszej na płycie piosenki, czyli najświeższego singla „Grace Kelly”. I co trzeba wyraźnie zaznaczyć, te numery zabawowe (oprócz wspomnianych wcześniej, „Big Girl”, „Ring Ring” czy „Lollipop”) wychodzą Mice znacznie lepiej, niż przesłodzone ballady o wrażliwości rodzaju Bon Jovi, gdzie na policzek słuchacza spływa rumieniec lekkiego zażenowania.

Jakich by „czwartoRPowych” haków na Mike nie wynajdywać, to i tak nie da się zaprzeczyć, że na wakacje dostaliśmy album świetnie wpisujący się w tą lightową porę roku. Nie, Mika nie nagrał płyty wybitnej, nie nagrał nawet płyty silącej się na bycie ambitną. Mika ma za to wszelkie dane ku temu, by zająć na scenie miejsce Robbiego Williamsa, a dodatkowo operuje skalą głosu porównywalną do Freddiego Mercury’ego (ponoć wyciąga pięć oktaw). Nieźle jak na kolesia, który jeszcze niedawno robił jingle do reklamy gumy Orbit.
 
Łukasz Kuśmierz
Ten adres email jest ukrywany przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć