Lublin Studia Studenci Imprezy Kultura Praca Stancje w Lublinie Kultura Pizza Muzyka Wakacje Oferty Życie Studenckie w Lublinie! - MiastoStudentow.pl

Klaxons "Myths Of The Near Future"

16.02.2007.
Jeśli znasz odpowiedź na pytanie - czym jest „new rave”, proszę o kontakt pod adresem Ten adres email jest ukrywany przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć

Termin ten ukuli dziennikarze brytyjskiego New Musical Express. W koszyku z etykietką new rave mieli się znaleźć m.in. bohaterowie tej recenzji. Po kilkukrotnym przesłuchaniu debiutu Klaxons wiem, że nie jest to ani „new”, ani „rave”. W zamian mamy do czynienia z bardzo, bardzo dobrym albumem.

klaxons.jpgParadoksalnie jedne z najmocniejszych punktów „Myths Of The Near Future”, czyli piosenki „Atlantis To Interzone” i „Gravity’s Rainbow”, przywołują nie zbyt pochlebną refleksję. Otóż były one znane już wcześniej z Epki „Xan Valley” i w porównaniu z pierwowzorami straciły. W pierwszej pojawiły się klawiszowe plamy osadzone w tle, w drugiej przeprodukowane, dziwne przycinanie gitary. Niby szczegóły, ale niestety odbierające pierwotną surowość i dzikość tych numerów, a przecież taki „Atlantis To Interzone” to wyznacznik stylu Klaxons. Z drugiej strony zyskały piosenki „Totem On The Timeline” i „Four Horsemen Of 2012” także obecne na „Xan Valley”. Są gęstsze, mocniejsze, z bardziej tłustymi bębnami.

Mamy też zestaw piosenek absolutnie nowych, choć część jest już znana z singli (czyli nie posiadając „Myths...” jest duża szansa, że znasz połowę płyty!). „Magick” z klawiszami jakby zsamplowanymi z Commodore 64, refleksyjno – ulotne, płynące „Golden Skans” czy bardzo brytyjskie „As Above, So Below”. Prawdziwym highlightem może okazać się „It’s Not Over Yet”, zwłaszcza, jeśli zdecydują się wydać go na singlu. Jest to cover Grace z połowy lat 90. Cudownie przedramatyzowany, z kiczowatym tekstem - „I'd live for you / I'd die for you / Do what you want me to / I'd cry for you / My tears will show / That I can't let you go” - wśród polskich fanów muzyki lubujących się w takich depresyjno – umartwiających się klimatach, to może być prawdziwy killer.

Dobrze, że każdy debiutant nie nagrywa płyty na takim poziomie, bo zwyczajnie nie wyrobiłbym z recenzjami. Aż chce się pisać. I tańczyć. Do zobaczenie w klubie, poznacie mnie po pasiastej bluzie.

Łukasz Kuśmierz
Ten adres email jest ukrywany przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć