10.01.2007.
Imprezy indie rockowe są obecnie najbardziej rozchwytywanym towarem w klubach na Zachodzie. W Polsce zabawy tego typu mnożą się jak grzyby po deszczu, także Lublin doczekał się swojej Indie Mixtape (ostatnio przeniosła się z Cax Mafe via Oranżada do Publiki). W związku z tym proponujemy Ci subiektywny zestaw 10 parkietowych, przyprawionych indie, wymiataczy. Podejmiesz wyzwanie i zatańczysz do tego setu?
1. Franz Ferdinand "Take Me Out" (z płyty "Franz Ferdinand", 2004)Ponoć prawdziwego mężczyznę poznaje się po tym jak kończy, a nie jak zaczyna. Prawda to czy fałsz, czwórka Szkotów rozkręci nam imprezę numerem, którego 1:04 przeszła już do legendy. Mówi się, że ta minuta kończy czasy nowej rockowej rewolucji do tej pory niepodzielnie panującej na falach eteru, okładkach gazet i w klubach. Dlaczego? Sami posłuchajcie:
http://www.youtube.com/watch?v=T9rSUj5gnG82. Arctic Monkeys "Bet You Look Good On The Dancefloor" ("Whatever People Say I am That’s What I’m Not", 2006)Po pierwsze zakładasz z kolegami zespół. Na początku grasz na instrumencie, który dostałeś od babci pod choinkę i nie marudzisz. Po drugie ktoś robi Twojemu bandowi stronę www, gdzie umieszczacie singiel. W dobie Internetu o numerze bardzo szybko zaczyna się robić głośno. Grasz koncerty, udzielasz wywiadów. Po trzecie wydajesz debiutancki album, który sprzedając się pierwszego dnia w ilości 120 000 egzemplarzy sprawia, że trafiasz do historii muzyki, bo żaden inny materiał na Wyspach nigdy nie rozszedł się w takiej liczbie już na starcie. To nie bajka, chłopakom dokładnie rok temu udała się taka sztuka. A tym singlem był...
http://www.youtube.com/watch?v=ohLd4C-Bh0Y3. The White Stripes "Fell In Love With A Girl" ("White Blood Cells", 2001)Zaczynamy przyśpieszać. Ta minuta 50 sekund wyciśnie z Was troszkę sił, chociaż to raptem prawie 2 minuty, a ten zespół tworzy też tylko dwójka osób. Jack White i Meg White rozkręcają tu jednak takie taneczne inferno, że ostaną się ino zgliszcza. No chyba, że zapatrzycie się w skądinąd pomysłowy wideoklip.
http://www.youtube.com/watch?v=XRDi67G0Siw4. Black Rebel Motorcycle Club "Spread Your Love" ("Black Rebel Motorcycle Club", 2001)Tak, wiem, że na początku ta nazwa wydaje się śmieszna, ale wierzcie mi – przesłuchacie „Spread Your Love” i będziecie myśleć już tylko o tym numerze. Albo o zakupie płyty. Na tym etapie lekko zwalniamy, przerzucając ciężar roztańczonego ciała na przytup nogą i rytmiczne pląsy. Mimo wszystko każdy hedonista będzie zadowolony, bo to najbardziej rozpustny numer w zestawie.
http://www.youtube.com/watch?v=4i0VXzGc8zk5. Rapture "Sisters Savior" ("Echoes", 2003)Wkraczamy na teren dance punku. Dwa, zwalczające się w latach 70 nurty (i przy okazji tępiący się nawzajem fani) w latach 00’s tworzą integralną całość i przy okazji nową jakość (choć zaczątki stylu mieliśmy już m.in. u Gang Of Four w latach 70/80). To w „Sisters Savior” padają kultowe słowa "If I drink myself to death,
At least I´ll know I had a good time". Szukając klipu ilustrującego ten genialny numer znalazłem dwa i postanowiłem umieścić oba, gdyż zarówno pierwszy, jak i drugi wymiatają. Numero uno to oryginalna wersja z „kwaśnymi” klawiszami i dudniącym efektem (głowy nie dam, co to), w numero dos zaś rządzi funkująca trąbka i ogłuszający bas.
http://www.kewego.com/player/?csig=iLyROoaftY3i&sig=iLyROoaftYRchttp://www.youtube.com/watch?v=bi5sIB7qiMo
6. The Car Is On Fire "Cranks" ("The Car Is On Fire", 2005)Jedyny polski przedstawiciel w tym zestawieniu, ale za to chlubny. Przy okazji po krótkim odpoczynku wrzucamy powoli, acz sukcesywnie wyższy bieg. Zakład, że ta linia basu nie da Ci odpocząć?
http://www.youtube.com/watch?v=aolps--Q5Xc7. Klaxons "Gravity’s Rainbow" ("Xan Valleys", 2006)Prasa zrobiła im krzywdę. To wredni dziennikarze ukuli termin „new rave” i przykleili tę łatkę trójce z Londynu dodatkowo promując ją i nachalnie wciskając odbiorcom. Stanęło na tym, że część publiczności nie lubi ich już teraz, mimo że chłopaki nie mają jeszcze długogrającej płyty na koncie! „Gravity’s Rainbow” pochodzi z ich EPki i mam nadzieję, że chłopaki nie strzelą sobie w stopę dobierając do tej przełomowej (biorę pełną odpowiedzialność za to określenie) piosenki tak okropny klip. Chociaż w sumie Bóg jeden wie, co się spodoba masowemu, postmodernistycznemu odbiorcy z pokolenia MTV.
http://www.youtube.com/watch?v=CYQJ9b-C3j08. Pulp "Disco 2000" ("Different Class", 1995)
Podróż sentymentalna. W połowie lat 90 kiedy w Polsce 90% młodzieży biegała w podartych jeansach i flanelowych koszulach lansując się na grungeowców, na Wyspach chłopaki zarzucali obleśnie obcisnięte koszulki polo, zaczesywali grzywki na bok i grali brit pop. Pulp to zespół kompletny – jeden z najlepszych do dziś tekściarzy o intrygującej barwie głosu Jarvis Cocker + melodie o podwyższonym stopniu ryzyka zarażenia odbiorcy. A „Disco 2000”? Jest jak wzorzec metra z Serves, tak ważnym utworem dla brit popu i miliarda imprez, jakie przetoczyły się po naszym globie od tego pamiętnego grudnia 1995. Kurcze, to już 11 lat, ale żebyście wiedzieli, co się dzieje z ludźmi w klubie, gdy DJ włącza płytkę z „Disco 2000”...
http://www.youtube.com/watch?v=61ThRHYFQvU9. Hot Hot Heat "Bandages" ("Make Up The Breakdown", 2002)Były już gitarzysta HHH Dante DeCaro nagabywany o to, jak brzmi jego zespół odparł: „Kilkunastoletniemu dzieciakowi powiedziałbym – wyobraź sobie Roberta Smitha śpiewającego na Prozacu i dodaj sekcję rytmiczną Led Zeppelin, z piosenkami napisanymi przez The Clash. Lecz mojej cioci oznajmiłbym krótko – och, brzmimy jak The Beatles”. I o to proszę, nasz punkt kulminacyjny imprezy – 3:36 szaleńczego tańca z krótkim oddechem reggae w środku i coraz mocniej nakręcająca się melodią ze spazmami akustycznego spełnienia w finale. A na końcu padniecie na parkiet ze zmęczenia jak wokalista Steve Bays w klipie.
http://www.youtube.com/watch?v=gN_HsTueI2g10. The Stone Roses "Fools Gold" ("The Stone Roses", 1989)Na koniec imprezy puszczamy absolutny, ponadczasowy klasyk prosto z Madchesteru. Nie, nie strzeliłem literówki. Madchester to było zjawisko pod koniec lat 80, początku 90 na scenie jednego z brytyjskich miast (zgadnijcie jakiego;)). To The Stone Roses zaczęli pierwsi odważnie łączyć gitary i podziały rytmiczne, przy których spokojne wysiedzenie w miejscu wydaje się niemożliwe. Z resztą nie było w tym przypadku, perkusista The Stone Roses – Reni - to jeden z najgenialniejszych pałkerów w historii muzyki w ogóle, a gdy dodamy jeszcze cięte, pogmatwane gitarowe akrobacje wiecznie skrytego za swoją grzywką, mrocznego Johna Squire i marzycielsko – chłodne liryki Iana Browna, to już wiemy, dlaczego ten zespół okrył się legendą (zwracam uwagę na nazwę kapeli, dwa słowa fenomenalnie charakteryzujące twórczość bandu). W „Fools Gold” króluje jednak ten czwarty, basista Mani. Przez cały właściwie utwór gra swoją zapętloną, intrygującą, psychodeliczną linię, która nie pozwala mi nigdy szybko nacisnąć „stop”. Doskonały numer na powolne wyciszanie się po tanecznym szaleństwie, a jak jeszcze dorwiecie pełną wersję (klip to tylko ½ songu), to odpłyniecie zupełnie.
http://www.youtube.com/watch?v=k4bHMVAKDaoKoniec imprezy. Dopij piwo, przetrzyj pot z czoła, chwilę odsapnij i zawijaj się do domu. Chyba że... Zagramy to jeszcze raz.
Łukasz Kuśmierz
Ten adres email jest ukrywany przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć