Gospel Rain - KUL, 25.03.2007
26.03.2007.
Dokładnie w tym samym czasie, w którym odbywał się sobotni koncert, Polska grała mecz eliminacyjny Mistrzostw Europy z Azerbejdżanem. „Nasi” wygrali 5-0 i sam wynik zostanie w mojej pamięci dłużej, niż to, co obejrzałem w Auli im. Jana Pawła II.
Koncert, tak entuzjastycznie zapowiadany przez organizatorów, rozpoczął się zaraz po godz. 18. Byłem bardzo ciekaw, jak prezentują się Gospel Rain, z jednej strony dlatego, że nigdy nie słuchałem muzyki tego zespołu, a z drugiej dlatego, że też po raz pierwszy miałem słuchać gospel na żywo. Jak się okazało, twórczość grupy, to bardziej fuzja funku i popu, aniżeli muzyki czarnych katolików. Połączenie tyle sprytne, co i też mało odkrywcze. Sprytne, bo funk sam w sobie jest muzyką pogodną i żywą, a gdy dorzucimy do tego teksty o miłości i Bogu, robi się już ogólna sielanka. Niestety nie mogę jednocześnie powiedzieć, że zostałem czymś zaskoczony z racji tego, że właśnie taki mix wydaje się naturalną koleją rzeczy. Usłyszeć depresyjny z natury „new wave” z tekstami radośnie wielbiącymi Pana, to by dopiero był szok!
W paru numerach Gospel Rain na scenie wspierał Miru z hip hopowego Full Power Spirit. Jego rymy urozmaicały piosenki, aczkolwiek ciężko powiedzieć na ile, gdyż nagłośnienie całego koncertu było „jako takie”. W każdym bądź razie w ostatnich rzędach, gdzie znajdowała się strefa dla mediów, ciężko było usłyszeć, co chłopak ma do powiedzenia, czasem odnosiło się to też do zespołu. Miru na szczęście, w odróżnieniu od dyrygenta chóru Grzegorza Głucha, mówił (pomiędzy piosenkami) z sensem i autentycznie wzruszająco do zgromadzonej w auli publiczności. Niestety Grzegorz Głuch dawał się ponosić kaznodziejskim zapędom i jego wywody, do których przygrywał sobie na gitarze, zdawały się ciągnąć w nieskończoność. Tu nie chodzi o treść, ale o to, że długie wynurzenia nużą ludzi, w szczególności, gdy zagrywkę powtarza się 3-4 razy w czasie koncertu.
Nie ukrywam, że trudno przeprowadzić rzetelną krytykę stricte muzyki, gdy przyświeca jej tak dobra idea. Zawsze wtedy łatwo być posądzonym o krytykę właśnie samej idei, wiary, postawy zespołu wobec religii. Tematyka religijna zawsze była obecna w muzyce (wystarczy wspomnieć choćby udane próby U2). Niestety jednowymiarowe podejście do problemu zwyczajnie zaczyna nudzić po jakimś czasie. Tak samo gdybym usłyszał 10 piosenek z rzędu chwalących hedonistyczny tryb życia, też bym po jakimś czasie się wyłączył. A pusty notes z sobotniego koncertu mówi sam za siebie... Ludziom, którzy nabyli bilet na koncert Gospel Rain, występ się jednak podobał. Część osób bujała się na stojąco do muzyki (bo i trudno znaleźć na auli miejsce do tańca), sam zaś zespół został „zmuszony” do 2 krotnego bisowania.
Łukasz Kuśmierz
Ten adres email jest ukrywany przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć