Lublin Studia Studenci Imprezy Kultura Praca Stancje w Lublinie Kultura Pizza Muzyka Wakacje Oferty Życie Studenckie w Lublinie! - MiastoStudentow.pl

Bloc Party "A Weekend In The City"

09.02.2007.

arton2971300x297.jpgNie pamiętam, z którą płytą tak walczyłem, jak z najnowszym wydawnictwem czwórki z Essex. Pierwsza, druga, trzecia... Straciłem rachubę, ile prób zrozumienia tego albumu. A może raczej zaprzyjaźnienia się z nim, co wcale nie idzie w prostej linii od zrozumienia. Zupełnie jak w świecie liryk Kele Okereke.


Kim jest Kele? Wokalistą i autorem tekstów Bloc Party. Kim są Bloc Party? Jedną z najważniejszych grup współczesnego indie. Ktoś ochrzcił ich idolami zagubionej młodzieży. To definicja dla leniwych. To jak nazwanie Pele piłkarzem. Każde dziecko wie, że grał on w futbol, ale przecież nie był TYLKO piłkarzem. Mylicie się, jeśli zapaliła wam się lampka „kolejna smędząca grupa”. Bloc Party nie są tak jednowymiarowi, jak nie jest jednowymiarowy i jednoznaczny świat, o którym śpiewa Kele.

Przyznaję, że dawno żadne teksty tak mnie nie przytłoczyły, jak te z „A Weekend In The City”. I mam problem. Jako że podejmują one ważkie tematy, ale nie uciekają w banał, nie chowają się za metaforą, wreszcie tak jak napisałem – są złożone jak rzeczywistość, która nas otacza, wypadałoby każdej piosence poświęcić oddzielne miejsce. Wtedy jednak wyszedłby esej o drugiej płycie Brytyjczyków, a nie recenzja. Nie, nie idę na łatwiznę. Nad problemami poruszanymi w tych tekstach można dyskutować długimi godzinami w pubach, a nie zamykać je w kilku tysiącach znaków recenzji. To może chociaż pobieżny szkic wątków, jakie poruszył na tegorocznym albumie Kele? Proszę bardzo: przestępstwa na tle rasistowskim, przypadkowe kontakty seksualne wśród gejów, hedonistyczne weekendy w klubach, poczucie alienacji, narkotyki, terror, miłość. Taka mieszanka wpędza w zakłopotanie, wiem. Dodam jeszcze, że autor tych tekstów, choć ma korzenie nigeryjskie, to wychował się w nieciekawej części Anglii (szczególnie dla czarnoskórego) w ultrakatolickiej rodzinie i jest gejem. Tak gejem. W Polsce to słowo nadal odzywa się hałasem równym upuszczonego na ziemię talerza, rozbijającego się w drobny mak. Więcej macie tutaj     http://music.guardian.co.uk/rock/story/0,,1984350,00.html ,gdzie dla wysłannika „The Observer” Kele odsłania prawdziwe znaczenie konkretnych piosenek z „A Weekend In The City” odsłaniając także przy okazji siebie. Na koniec tej części cytat z Okereke: „Nie jesteś ani nienaturalny, ani straszny, ani szalony. Jesteś taką samą częścią tego, co ludzie nazywają naturą, jak każda inna rzecz, tyle że nikt cię jeszcze nie wyjaśnił – twoja nisza jest dopiero w budowie”...

Strona muzyczna. Bloc Party zawsze hitowymi piosenkami stało. Przypomnę choćby „Banquet”, „Helicopter” czy „She’s Hearing Voices” z debiutanckiego LP „Silent Alarm”. Dodatkowo ekipa ma prawdziwego asa w rękawie, perkusistę Matta Tonga. Ten facet na perkusji... Ok., to make long story short, jak mówią na zepsutym Zachodzie, Matt Tong jest dla mnie najwybitniejszym pałkerem od czasów Reniego z The Stone Roses. A to już przeszło 10 lat odkąd tamten szalał za swoim zestawem perkusyjnym. On jest jak lokomotywa napędzającą całe Bloc Party. To właśnie dzięki niemu tańczycie na parkietach do tych piosenek, bo co trzeba podkreślić (szczególnie dla każdego, kto jeszcze nie słyszał Brytyjczyków), to fakt, że one samoczynnie wprawiają całe ciało w ruch. Poważnie, spróbujcie wysiedzieć przy „Hunting For Witches”. Zaczyna się czymś a la hip hopowe skreatche, następnie spada na nas kaskada klawiszy, wchodzi zdecydowana „make-your-legs-dance” perkusja, a na samym końcu przeszywający gitarowy riff. I ten tekst, niczym z centrum dowodzenia w oblężonej twierdzy: „I'm sitting, on the roof of my house/ With a shotgun/ And a six pack of beers/ The news copter says the enemies among us”, pojawia się przycinana linia basu... Albo singlowy „The Prayer”. Na początku atakują nas szamańskie bębny i śpiewy rodem z jakiejś pogańskiej uroczystości. Wchodzi ze swoim połamanym podziałem Matt Tong, a w refrenie Kele wyśpiewuje hedonistyczny manifest „Tonight make me unstoppable/ And I will charm, I will slice
I will dazzle them with my wit”. Całość kończy zapętlona kaskada perkusji, która wyciąga siódme poty z wymęczonego już od tańca ciała. Całość zilustrowana jest intrygującym wideoklipem - http://www.youtube.com/watch?v=T8oRFcA0mFM . Chcecie więcej? Otwierający cały album „Song For Clay” – zaczyna się lekko płaczliwym śpiewem Okereke, następnie napędzająca tempo perkusja i zdecydowany riff doprowadzający nas do porządku. Ach, usłyszeć to na żywo... Są i ballady, jak śliczny „Kreuzberg”, „SXRT” czy „I Still Remember”. Ktoś powiedział Coldplay, inny U2...

Czyli co, kandydatka na płytę roku? To jest tak, że moją ocenę lekko wykrzywia znajomość Epki, gdzie oprócz singlowego „The Prayer” trafiły 3 piosenki, których zabrakło na „A Weekend In The City”. Gdyby pojawiły się one w miejsce słabszego środka płyty, byłaby to naprawdę mocna kandydatura na album roku, już w lutym.

Łukasz Kuśmierz
Ten adres email jest ukrywany przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć