Beastie Boys "The Mix-Up"
27.06.2007.

Dla każdego, kto kojarzy Beastie Boys z ich najbardziej ogranych singli, „The Mix-Up” może być niezłym zaskoczeniem. Jest to płyta w całości instrumentalna, hip hopu tu nie ma ani 0,5 %, za to dużo jest... No właśnie, jakiej muzyki?
Nowy album szalonych Nowojorczyków często jest porównywany do ścieżki dźwiękowej policyjnego filmu z lat 70. Mi osobiście instrumentalne wcielenie BB jawi się jako soundtrack, który świetnie sprawdziłby się w grze typu Grand Theft Auto, co jest wcale nie tak odległym skojarzeniem. Jednak już konkretne zaklasyfikowanie tego rodzaju muzyki jest o wiele trudniejsze, niż nakreślenie jej ogólnego klimatu. Trochę tu funku, trochę leciutko podrockowanego jazzu, odrobina flirtu z dubową pulsacją (sprawdźcie track numer 3 „Suco De Tangerina”). Generalnie mamy do czynienia ze swobodnym, bezstresowym graniem, które miło odbiera się w ujęciu całościowym, a rozbijanie go na czynniki pierwsze psuje tylko zabawę (trzymając się hasła: „można, ale po co?”).
W miejsce złożonych i bezużytecznych rozważań pseudo – analitycznych, które często zaśmiecają strony pism fachowych proponuję wziąć do ręki Krwawą Mary, założyć czarne okulary przeciwsłoneczne i zatopić się w świat lightowych dźwięków. Największym wymiataczem na płycie jest „Off The Grid” zaczynający się od lekkich retro klawiszy, clap handów i wyluzowanych okrzyków bandu w tle. Około drugiej minuty zaczyna się prawdziwa uczta dla uszu – głęboki groove (miodzio!) i „triumfalna” progresja klawiszy. Proszę państwa, tu nie ma co kombinować, tu trzeba dać oddychać swoim basom w wieży pełnymi płucami (czyt. odkręcamy je na niemało decybeli)! Po „Off The Grid” następuje nie gorszy, nerwowy, z szarpaną linią basu „The Rat Cage” i tym samym klimat z leniwego szusowania cadillakiem po autostradzie zamienia się we wściekłą pogoń policyjnego patrolu. Spokojnie, tuż obok czai się „The Melee”, czyli cadillac znika w bocznej alejce i wyjeżdża już bezpieczny na Chińską Dzielnicę. Niestety musi tam być cholernie nudno, bo przez ostatnie trzy kawałki nic ciekawego się nie dzieje. No chyba, że przyjąć końcowy fragment płyty za zmierzchające, wpadające w objęcia Morfeusza miasto (z przerwą na małe, nocne ściganie się od świateł do świateł - „The Cousin Of Death”), to wtedy wszystko się zgadza. Dużo bardziej przebojowa jest pierwsza część „The Mix-Up” (powiedzmy strona „A”, jeśli ktoś jeszcze pamięta wysłużone kaseciaki). „Electric Worm”, „14th St. Break”, „B For My Name”, „Suco De Tangerina” - właściwie co piosenka, to hit.
Mike D, jeden z liderów formacji twierdzi, że panowie mieli „polityczno – socjologiczne powody, żeby milczeć”, dlatego nagrali płytę instrumentalną. Chodzi o rozczarowanie rządami republikanów w USA („To nasz niemy protest, bo już nie ma o czym gadać” mówi Mike D). Dla wszystkich, którzy nadal nie mogą otrząsnąć się z szoku – Beastie Boys bardzo często umieszczali na swoich albumach instrumentale, wydali kiedyś nawet ich kompilację („The In Sound From Way Out!”), a zaczynali przecież jako zespół punkowy. Po raz kolejny zaserwowali nam wyborną płytę, tym bardziej cieszy ich podwójny występ na tegorocznym Heineken Open'er Festival w Gdyni (jeden set będzie hip hopowy, w drugim panowie zasiądą za instrumentami).
Łukasz Kuśmierz
Ten adres email jest ukrywany przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć