14.06.2006.
Jak grzyby po deszczu pojawiają się coraz wymyślniejsze systemy pozwalające śledzić każdego człowieka 24 godziny na dobę i zbierać o nim dane. Wyspecjalizowane programy monitorują nie tylko to, co robimy, ale także to, co robiliśmy. Każda czynność i każdy krok odbija się elektronicznym echem w sieci. Jak pozostawić sobie choć trochę prywatności?
Gromadzenie informacji rozpoczyna się już wczesnym rankiem – od momentu włączenia telefonu komórkowego operator telefonii określa położenie komórki z dokładnością nawet do kilkudziesięciu metrów. Jest to na tyle dokładne, że firma Google przygotowuje pilotażowy program dla telefonów mobilnych do nawigacji. Stworzono aplikację w Javie, która umożliwia korzystanie dzięki komórce z popularnego serwisu Google Maps. Dokładność takiego systemu jest już konkurencyjna wobec GPS.
Załóżmy, że w drodze do pracy używamy komputera nawigacyjnego zamontowanego w samochodzie (już niedługo będzie to standard w wyposażeniu samochodu). Komputer będzie mógł łączyć się z Internetem i na bieżąco aktualizować informacje o korkach. U dostawcy takich informacji oczywiście pozostaną dane dotyczące marki samochodu i trasy jego przejazdu.
Największe zagrożenie prywatności czyha jednak po uruchomieniu komputera. Prawie każda czynność jest zapamiętywana i zapisywana. Gdy zapisujemy dokument w Microsoft Wordzie, program ten rejestruje wiele danych o sprzęcie, z którego korzystamy: o rodzaju procesora, ilości pamięci i dysku twardego. Odwiedzenie strony popularnego serwisu internetowego ujawnia jeszcze więcej informacji: unikalny adres internetowy komputera, nazwę i wersję systemu operacyjnego i przeglądarki, preferowany język, adres ostatnio odwiedzonej strony, a nawet rozdzielczość monitora i liczbę możliwych do wyświetlenia kolorów. Dodatkowo strony internetowe mogą (i zwykle to robią) gromadzić informacje o zachowaniu się użytkowników w sieci. Do najpopularniejszych należą te o liczbie odwiedzonych stron serwisu wraz z kolejnością klikania w odnośniki, o prędkości oglądania stron lub rodzaju i liczbie klikanych reklam. Jakby tych informacji było mało, połączenie z Internetem podczas korzystania z sieci firmowej jest również analizowane pod kątem wyświetlanych treści. Pracodawca może sprawdzić, na jakie strony wchodził użytkownik, jakie dostaje e-maile, a nawet liczbę klawiszy naciśniętych na minutę i ilość kilometrów „przejechanych” myszą po ekranie.
«« start « poprz. 1 2 nast. » koniec »»