Tu turban
12.05.2007.

Przez lata był ulubionym nakryciem głowy gwiazd Hollywoodu i indywidualistek. Ale od kiedy turban pojawił się w wiosennej kolekcji Prady, na nowo robi furorę. Warto go rozważyć jako dodatek na plażę tego lata.
Nie jest przypadkiem, że kiedy Nowy Jork świętuje jubileusz legendarnego krawca Paula Poiret, w wiosennych kolekcjach kilku projektantów pojawia się turban. To właśnie Poiret sto lat temu przeszczepił na europejskie ulice to nakrycie głowy noszone przez mężczyzn od Egiptu po Indie.
W 1911 Paryż oszalał na punkcie rosyjskich Baletów Diagilewa, które wywołały kolejną w dziejach mody "gorączkę orientalną". Zgodnie z duchem czasów Paul Poiret ubrał kobiety w bajecznie kolorowe turbany, które stały się jego znakiem firmowym.
Choć mistrz nie chciał się przyznać do jawnej inspiracji, wpływy Baletów Diagilewa widać było gołym okiem. Obfite nakrycia głowy z fantazyjną egretą zaludniły ulice Paryża. Od tej pory turban kojarzony jest z prawdziwą, choć nieco egzotyczną elegancją.
W tym nakryciu głowy pozowały do zdjęć Pola Negri, Greta Garbo czy Ava Gardner - nic dziwnego, że stał się symbolem hollywoodzkiego glamour pierwszej wody. Na ulice trafił ponownie pod koniec lat 60., między innymi dzięki legendarnej firmie Biba.
W tym sezonie nie ma wątpliwości, że powraca tryumfalnie - przynajmniej w wielkim świecie. Widziano go na głowach między innymi Jennifer Lopez i Evy Mendes na okładce pisma Citizen K. Turbany pojawiły się u Miucci Prady, która jest w dużej mierze odpowiedzialna za wskrzeszenie nowego trendu. Pokazali je również w swoich kolekcjach projektanci tak różni jak Ralph Lauren, Donna Karan czy Marc Jacobs.
Jeszcze nie wiadomo, czy trafi na ulice, jest to bowiem wciąż propozycja dla lubiących się wyróżniać. Poza tym za jedwabne turbany Prady trzeba zapłacić kilkaset dolarów. Kogo jednak na nie nie stać, albo nie jest pewny czy naprawdę są modne, niech poszpera w kolekcji Madonny dla H&M.
Źródło: gazeta.pl