Serce na dłoni
29.09.2008.

Rewelacyjny czarny humor w wykonaniu jednego z mistrzów polskiej szkoły filmowej. Przewrotne zwroty akcji, świetny scenariusz i genialnie dobrana obsada, a wszystko pod czujnym okiem Krzysztofa Zanussiego.
Zepsuty przez dostatnie życie biznesmen dowiaduje się, że cierpi na ciężką chorobę serca. Uratować go może tylko natychmiastowy przeszczep. W szpitalu przypadkiem poznaje młodego mężczyznę, któremu zawód miłosny i utrata pracy odebrały wszelką chęć do życia. Potencjalny samobójca jest więc dawcą idealnym, trzeba mu tylko jak najszybciej pomóc rozstać się z tym światem...
Najnowszy obraz autorstwa Krzysztofa Zanussiego pod tytułem „Serce na dłoni” to historia Konstantego (Bohdan Stupka), biznesmena, prawdziwego oligarchy, chyba po raz pierwszy w swoim życiu stającego przed problemem, wobec którego wydaje się być całkowicie bezradny. Ciężka choroba serca jest jak wyrok, a uratować go może jedynie niezwłoczny przeszczep. Konstanty trafia do szpitala, gdzie ma oczekiwać na dawcę. Nie wierząc, że taki się szybko znajdzie, rozpieszczony dostatkiem i przekonany o pełnej władzy nad własnym losem, postanawia sobie pomóc, nadając sprawie należyty bieg. „Bo są pacjenci, którym lepiej żeby nic się nie stało” – stwierdza Konstanty ostrzegając chirurga.
Kluczem do sukcesu i szczęśliwym wyjściem z dramatycznej sytuacji okazuje się być, upokorzony przez życie – utratą pracy i rozstaniem z dziewczyną - młody mężczyzna o imieniu Stefan (Marek Kudełko). Pozbawiony chęci do życia jest idealnym ofiarodawcą organu, tak potrzebnego przecież do życia. Teraz Konstantemu pozostaje już tylko przekonać niedoszłego samobójcę, że próbę tę warto mimo wszystko powtórzyć raz jeszcze. Tym razem skutecznie…
Film twórcy „Persony non grata” jest szyderczą, opowiedzianą w kpiarski sposób, historią o ogromnych pieniądzach środkowej Europy, a także najgłębszej dzikości, do jakiej zdolny jest człowiek. Celem Zanussiego jest sprowokowanie widza do odpowiedzi na pytanie, czy lekkomyślnie deklarowany relatywizm nie jest przypadkiem ślepym zaułkiem, w który wpadają ludzie zagubieni. To przewrotny obraz, który pod pozorami powagi powinien budzić śmiech przez łzy.
KRZYSZTOF ZANUSSI – WYWIAD
"Serce na dłoni". Filmem tym powraca Pan do komedii?
Czasami wydaje mi się, że jest w nas tyle narzekania, rozczarowania i smutku iż kolejnym etapem powinien być już tylko śmiech. Skoro jest tak źle to, co innego nam pozostaje...? Moje ostatnie filmy, "Czarne słońce" odwołujące się do greckiej tragedii czy pełna smutku, mówiąca o rozczarowaniu życiem, "Persona non grata" były obrazami, w których element komediowy praktycznie nie występował.
Z czego w takim razie, będzie wynikał tutaj humor?
Na pewno sytuacje pokazane w filmie są tak dramatyczne, że powinny być śmieszne. Sporą wesołość powinny też wywoływać, chociażby sceny rozgrywające się na sali operacyjnej.
Kogo tym razem Pan w swoim filmie portretuje?
Film pokazujący bogaczy, ludzi 60-cioparoletnich oraz młodziutkiego człowieka, którego świat napawa takim wstrętem i obrzydzeniem, że ten odmawia udziału w życiu.
Konfrontuje Pan tutaj te pokolenia?
W jakiś sposób na pewno. W tle robię też kpiny z postmodernizmu czyli z tego, co oferuje nam dzisiejsza filozofia i jakie zapatrywania na życie mogą z niej wynikać.
Wniosek z tego taki...
Że ja się za postmodernizmem na pewno nie opowiadam. Podstawowe rozróżnienie dobra i zła jest obecnie w naszej kulturze głęboko kwestionowane. Tymczasem ja upieram się, że jest ono podstawą rozeznania w życiu i jeśli się tego nie zrobi, to się tak naprawdę nic nie wie. Taki jest mój pogląd i z całą pewnością będzie on w filmie widoczny.
Rozumiem, że nie ma przypadku w obsadzie głównej roli?
Sama historia była trochę pisana pod Bohdana Stupkę. Jest to artysta urodzony we Lwowie, a jego trójęzyczność ma w sobie podstawy etniczne. Sięgnąłem po artystów mówiących z akcentem dawnej wielkiej Rzeczpospolitej. Taki właśnie jest mój oligarcha, który powinien właśnie czymś takim się charakteryzować. Nasi rodzimi oligarchowie nie są tak wyraziści, a poza tym kulturowo w żaden sposób nie wyróżniają się tak, jak ci ze wschodu.
Sięgnął Pan też po młode pokolenie aktorów
Również tych znanych z telewizji oraz, których vice comica jest już dobrze sprawdzone. Myślę tutaj o panu Szycu, pani Dygant, panu Zakościelnym czy panu Sapryku, który również znalazł się w obsadzie filmu.
Było to zaproszenie do współpracy czy aktorzy musieli przejść zdjęcia próbne?
Przeprowadziłem jedynie casting do roli głównego - młodego bohatera oraz bohaterki, w którą wcieliła się Marta Żmuda Trzebiatowska. Po tym, co mi ona zaprezentowała podczas przesłuchania, naprawdę ucieszyłem się, że mogłem ją zaangażować. Z kolei postać młodego bohatera zagrał student II roku szkoły teatralnej, Marek Kudejko, wybrany spośród 160 kandydatów. Mogę powiedzieć wprost: trafił mi się aktor, który do tej roli się wręcz urodził. W pozostałych przypadkach casting byłby już jednak tylko stratą czasu. Nie musiałem w ten sposób szukać potwierdzenia, co do możliwości wybranych wcześniej wykonawców. Myślę, że naprawdę udało mi się zgromadzić na planie stawkę dobrych i ciekawych aktorów. Poza tym w filmie pojawia się, po raz pierwszy dynastia Stupków. Grają tam trzy pokolenie: dziadek, syn i wnuk.
Film jest polsko-ukraińską koprodukcją, jak zostały rozłożone proporcje?
Poza obsadą, część zdjęć powstawała również w Kijowie z udziałem ukraińskiej ekipy. Tymczasem sama polsko-ukraińska współpraca otwiera nam z kolei rynek, na który polskie filmy nie miały normalnie do tej pory dostępu. Nie chodzi tu zresztą jedynie o Ukrainę, ale też rynek rosyjski. W sumie powstaną trzy wersje językowe "Serca na dłoni": polska, ukraińska oraz rosyjska.
Wie już Pan jakim filmem zajmie się teraz?
Chciałbym powrócić do mego starego, tułającego się od 12 lat, projektu poświęconego królowej Jadwidze( HEDWIGE D’ANJOU ). Ostatnio telewizja publiczna zaczęła wykazywać ponowne zainteresowanie tym tematem, a były czasy kiedy docierały do mnie stamtąd sygnały, że na przykład film jest za mało katolicki... Póki co są to plany dotyczące na razie przyszłego roku. Gdyby się jednak nie udało, mam jeszcze w zanadrzu napisany przez siebie, kolejny komediowy projekt, będący dodatkowo filmem muzycznym, osadzonym między kabaretem a operą.
Coraz bardziej Pan zaskakuje...
Jest coś takiego na starość, że człowiek lubi robić rzeczy jakich jeszcze nie robił. To dowód na to, że wciąż czuje się młodo.
Obsada:
Marta Żmuda-Trzebiatowska, Maciej Zakościelny, Dorota „Doda” Rabczewska, Bohdan Stupka, Marek Kudełko, Szymon Bobrowski, Borys Szyc, Agnieszka Dygant, Nina Andrycz, Stanisława Celińska
Film jest już od 26.09 na ekranach dobrych kin
W Lublinie: http://bajka.kina.lublin.pl/
Polecamy i zapraszamy: miastostudentow.pl & Monolith Films