05.02.2007.
W 1982 r. polska reprezentacja piłkarzy ręcznych sięgnęła po brąz Mistrzostw Świata. 4 lutego 2007 r. pojawiła się szansa na złoto. Wystarczyło tylko (aż?) pokonać gospodarzy, czyli zespół niemiecki.
Polska – Niemcy, Niemcy Polska. Odwieczna wojna sportowa. Polacy podchodzili do spotkania finałowego jako najskuteczniejszy zespół turnieju oraz Ci, którzy pokonali gospodarzy już raz podczas spotkania grupowego. Z drugiej strony Niemcy mieli korzystniejszy bilans meczów z „naszymi” za rok 2006, przewagę psychologiczną (kilka tysięcy kibiców na trybunie w Kolonii) oraz historyczną (więcej wygranych meczów z Polakami). W mediach wrzało, brukowy Bild napisał „Uwaga na czerwonych chamów”. Z kolei w sondzie na stronie niemieckiego dziennika, 85 % głosujących opowiedziało się za zwycięstwem Polaków.

Na Lubelszczyźnie piłka ręczna cieszy się szczególną estymą za sprawą piłkarek SPR Safo Icom (wcześniejszy Montex). Mając to na uwadze i chęć pełnego zatopienia się w atmosferę finału, wybraliśmy się do jednego z pubów znanego z transmisji imprez sportowych. Mowa tu o Księżycowej, pubie / kawiarni położonej w okolicach L.O. Sobieskiego na ulicy o tej samej nazwie, co lokal. Szybka rezerwacja stolika i odpowiednio wcześnie mogliśmy zająć miejsca, co by zacząć naszą relację z epicentrum kibicowania. Paweł wyjął aparat, ja swój „kapownik” (mały notes). Oto, co się wydarzyło.
15.00
Zajmujemy miejsca po lewej stronie dużej sali, gdzie mamy świetny widok na kilkudziesięciu calowy telewizor LCD, w którym leci właśnie transmisja z meczu o 3 miejsce (Francja – Dania). W lokalu jest jeszcze pusto, co mnie osobiście wprawia w lekkie osłupienie, zwłaszcza, gdy przypominam sobie, co się tu dzieje podczas meczów piłkarskich. No, ale piłka ręczna jest jeszcze traktowana w Polsce na innych prawach, niż nożna i mimo obecnych sukcesów naszych zawodników, pewnie szybko się to nie zmieni. Mecz kończy się zwycięstwem Danii, co nie spotyka się z żadną reakcją na sali.
16.00
Powoli zaczyna się robić gwarno, pojawiają się młodsi kibice. Szczególnie oblegany jest rzutnik, „nasz” telewizor ma nie mniejsze wzięcie, zaś w telewizorze nad barem leci „Małysz”.
16.30
Mazurka czas zacząć! Skupienie na twarzach, podenerwowanie, absolutna cisza przy naszym hymnie. A mi się przypominają czasy liceum, kiedy to się uciekało z lekcji, by na szkolnym telewizorze oglądać mecze Polaków w piłce nożnej (Mistrzostwa Świata w Korei i Japonii 2002), gdzie Mazurka Dąbrowskiego wszyscy słuchali na stojąco, a potem ostro kibicowali, choć nauczyciele oficjalnie nie zwalniali z lekcji. Heh, a minister edukacji narodowej twierdzi, że brakuje nam młodym patriotyzmu... Spotkanie zaczynają „nasi”, ale pierwsi bramkę strzelają Niemcy. Co się dzieje na sali? Tego niestety nie możemy zacytować. Na szczęście po chwili jest 1-1 po golu Tkaczyka. Na sali wybuch radości i burza oklasków.
16.55
Pada obraz. Mała konsternacja wśród kibiców, ale nie widać szczególnego zdenerwowania. Z nudów zaczynamy typować, w jakich lubelskich barach doszłoby już do rozrób z tego powodu.
Przerwa
Chwilę przed przerwą wrócił obraz. Na sali nie panuje przygnębienie, choć przegrywamy 17 – 13. Ludzie się nie przerzedzili, część poszła oglądać skoki narciarskie, część uzupełniać „życiową energię” w barku.
17.25
Jakby ktoś w tym momencie wszedł do pubu i nie wiedział, że Polacy grają właśnie o złoto, nie wywnioskowałby tego również z zachowania kibiców. Zupełnie nie czuć atmosfery finału. Może to dlatego, że przegrywamy? Po chwili następuje jednak zwrot akcji, gdy Szmal broni karnego. Eksplozje radości, okrzyki, jęki zawodu, ciśnienie rośnie im bliżej końca meczu.
17.45
Znowu pada obraz w telewizorze, tym razem na dłużej i nie jest już tak wesoło. Ludzie są wyraźnie zdenerwowani, wszak finał zmierza ku rozwiązaniu, a nasi szczypiorniści gonią wynik. Pewna kobieta dzwoni przez komórkę i tak przekazuje reszcie sali, jaki jest stan meczu. Nie jest źle – tracimy tylko 2 bramki do Niemców.
17.53
Powraca wizja, Niemcy prowadzą 29-23... Przygnębienie, smutek, rozczarowanie na twarzach oglądających mecz... Co niektórzy wyrzucają na głos swoje „złote myśli”, których niestety znowu nie możemy Wam przytoczyć. Nadzieja umiera ostatnia, ale każdy zdaje sobie sprawę z faktu, że odrobienie takiej straty w 2 minuty jest już fizycznie niemożliwe.
17.56
Koniec meczu. Chwila ciszy, a potem kilkusekundowe rzęsiste brawa. Ktoś woła „brawa się należą”, inny „pijemy za Małysza”. Adaś był dziś pierwszy.