Pod prąd
05.02.2007.

Świat współczesny, świat komercji, świat zarobku. Właściciele sklepów wychodzą to z coraz gorętszymi promocjami. Blisko, blisko, coraz bliżej wielkimi krokami zbliżamy się do Walentynek. Szał zakupów trwa mniej więcej od połowy stycznia.
W Internecie już można czytać horoskopy miłosne, walentynkowe dla zakochanych itd. Nie jestem jakąś starą, zrzędą, ale czy nie macie dosyć? Ja osobiście tak, nie dość, że od października w każdym nawet najmniejszym sklepie było „czuć magię świąt”, w telewizorze można było zobaczyć sztuczny śnieg, to na dodatek od miesiąca przypominają nam o Walentynkach, co się dzieje? Na wystawach widać bokserki specjalnie dla ukochanego, a bielizna dla pań za 200 złotych dostępna jest w każdym ze sklepów. Producenci sprzętu przekonują, że ona na Walentynki marzy o gładkich nogach, a on pragnie w końcu ogolić się porządną maszynką z poczwórnym ostrzem. Tak jak przez cały rok nie musielibyśmy dbać
o siebie, golić nóg, farbować włosów, chodzić w bieliźnie i co najgorsza pić kawy.
W dodatku po użyciu produktu z reklamy, każdy mężczyzna stanie się wybawicielem świata, bądź gwiazdą filmową. Z kobietami jest podobnie samotne single odnajdą swojego Księcia z bajki, który uratuje ich, kiedy one poślizną się na skórce od banana, zrzucą zbędne kilogramy by na Walentynki wbić się w numer 34. Kolejną opcją jest urozmaicenia wieczoru walentynkowego za pomocą kosmetyków do włosów, które jak zapewnia gwiazda z reklamówki bez tych kosmetyków, ich związek by nie przetrwał. Najgorzej, ze niektórzy w to wierzą…Co gorsza w radiu wręcz wmawiają, że Walentynki bez jednego z braci M. to nie Walentynki, a zjedzenie kolacji ze swoim ukochanym to kicz skoro Brat M. przyjedzie do Lublina…
A ja osobiście nie uznaje Mikołaja, Walentynek i innych tego typu świąt, tylko, dlatego żeby pójść na przekór komercji, a często tandecie i kiczowi. Reklamy dostarczają nam „najlepszych” prezentów w postaci piankowych bałwanków lub pluszowych walentynkowych serduszek. A ja mówię: ”nie, dziękuje”.
Czy życie nie trwa zbyt krótko by „żerować” na promocjach od jednego do drugiego komercyjnego święta? A co z radą „ żyj tak jakby ten dzień był ostatnim dniem twojego życia”? Niespodzianką przecież nie jest prezent na niektóre ze znanych świąt. Niespodzianka to: coś, czego się ktoś nie spodziewa lub prezent będący dla obdarowanego zaskoczeniem, a skoro nas zapewniają, że to najlepszy prezent na Walentynki to jak tu zrobić niespodziankę?
Przecież z naszymi połówkami nie jesteśmy tylko w dzień 14 lutego, czy 6 grudnia, ale, na co dzień. Może, więc warto pomyśleć o niespodziankach, prezentach
w zwykły szary dzień?
Justyna Marzec
Ten adres email jest ukrywany przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć