Lublin Studia Studenci Imprezy Kultura Praca Stancje w Lublinie Kultura Pizza Muzyka Wakacje Oferty Życie Studenckie w Lublinie! - MiastoStudentow.pl

Muzyka Końca Lata, Naiv, Sofa, Symphony, Happysad - Muszla Koncertowa - 16.05.2007, Lublin

17.05.2007.

img_7223_small.jpgCałkiem ciekawy zestaw wykonawców, przenikliwe zimno i modły do niebios, by nie spadł deszcz.


Deszcz ostatecznie nie lunął, jak zapowiadała złowrogo pogodynka, za to chłód z każdą minutą narastał, w czym nie mogła pomóc nawet charyzma wykonawców. Ci robili wszystko by rozruszać dość licznie zebraną (jak na warunki pogodowe) publiczność. Ta jednak wiedziona samozachowawczym instynktem, oprócz nielicznych wyjątków (i jednego z występów, zgadnijcie którego) przyjęła postawę zamkniętą, czyli założone ręce i nogi. Tak było po prostu cieplej.

img_7201_small.jpgPierwsi z wykonawców tego wieczora, czyli Muzyka Końca Lata, tak się pośpieszyli z graniem, że aż ubiegli zapowiadających całą imprezę studentów z samorządu KUL. Występ trzeba było przerwać i dać podziękować sponsorom. Z tym pośpiechem to oczywiście żart, po prostu zawiodła komunikacja między organizatorami a artystami. Wracając zaś do Muzyki Końca Lata, to kto wie, czy jako pierwsi nie zaprezentowali się najciekawsi muzycy z zebranych tego dnia na scenie Muszli Koncertowej w Parku Saskim. Na pewno o największym potencjale. Panowie z liderem Bartkiem Chmielewskim na czele (przypominającym aparycją młodego Grzegorza Turnaua, to nie wrzut!) zaprezentowali tak bezpretensjonalne podejście do alternatywnego rocka i tak luzackie do publiczności, że jakbym widział Myslovitz AD 1996. Nie lekceważyłbym tego zespołu tylko dlatego, że granie sprawia im wyraźną radość (co u nas w kraju przyjęło się być ciężkim zarzutem). Jeśli dwudziestoparolatkowie mają taką wyobraźnię muzyczną (co widać w samych piosenkach), to tylko pogratulować i z optymizmem wyglądać przyszłości.

img_7226_small.jpgPo zagraniu materiału z debiutanckiej płyty „Jedno wesele, dwa pogrzeby” MKL zrobili miejsce na deskach Muszli Koncertowej dla warszawskiego Naiv. Jednocześnie klimat koncertu zmienił się na bardziej żarliwy, poważny. Rock zahaczający momentami o punk przywołał tańczących pod scenę. Z resztą Naiv to nie pierwsi lepsi – w 2005 roku MTV wybrało Warszawiaków jako polską propozycję do konkursu dla europejskich muzyków „MTV Warning”, a rok później była nominacja Radia BIS do BISERy2006 w kategorii „Błysk Roku”. Nie ukrywam jednak, że ucieszyłem się, gdy na koniec strasznie poważnego występu panowie zagrali prześmiewczy „Na bielutkim piasku”.

Jako trzeci zespół zaprezentowała się Sofa. Niezmiernie pocieszające jest, że wreszcie w Polsce powstają młode kapele łączące soul, r’n’b i hip hop i dodatkowo robią to w tak świetny, wysmakowany sposób. Kasia Kurzewska to sam wdzięk na scenie, ale i też ciepły, aksamitny wokal (oprócz nagrań macierzystej kapeli mogliście ją usłyszeć np. na ostatniej płycie Smolika). Do tego dochodzi raper STUB i mocny fundament pod postacią kapeli prezentującej umiejętności z gatunku „najwyższe z najwyższych”. Highlighty tego występu to piosenki „Szkoda słów”, „Many Stylez” z akcentami z legendarnych już Fugees (konkretnie z „Fu-Gee-La”) i „Drop It Like It’s Hot” Snoop Dogga. Jednak te i tak mogą się schować przy sofowej interpretacji „The Next Movement” The Roots. Proszę państwa, to naprawdę wbijało w siedzenie!

Tego dnia miały zaprezentować się jeszcze dwie kapele i przekonany, że Symphony nie zagra przecież przed gwiazdą wieczoru Happysad, poszedłem uzupełniać płyny do baru. Jakie było moje zdziwienie, gdy po powrocie zobaczyłem Happysad właśnie! Mniej zaskoczył mnie fakt, że nagle nastąpiło cudowne rozmnożenie publiczności, wszyscy stali i śpiewali wraz z wokalistą Kubą Kawalcem. Ekipa ze Skarżysko – Kamiennej jest na pewno jakimś fenomenem. Ich siła polega na tym, że łączą niegłupie teksty z dość prostym graniem, co doskonale trafia w gust studentów (na starość zostają już i proste granie i proste teksty;)). Lubelski koncert był wyjątkowy dla lidera zespołu Kuby Kawalca, gdyż tego dnia urodził mu się synek (publiczność oczywiście stanęła na wysokości zadania i odśpiewała obowiązkowe „Sto lat”, czym wyraźnie wzruszyła wokalistę). Czy był jednak wyjątkowy dla lubelskich studentów? Prawdę powiedziawszy byłem w szoku, że aż tyle osób wtórowało słowo w słowo Kubie, a już o tańcach radości wspominać chyba nie muszę. Było ostro, było i lirycznie nie zabrakło też hitów i bisów. Otwarte pozostaje tylko pytanie, co się stało z występem Symphony? Tego nie dane było mi się już dowiedzieć, gdyż po ponad 5 godzinach chłodu (i głodu) postanowiłem uciec w jakieś cieplejsze miejsce.

Słów kilka o organizacji. Możemy ściemniać i zamiatać brud pod dywan, albo patrzeć sobie na ręce i punktować niedociągnięcia, by w przyszłości było jeszcze lepiej. Przetrzymanie publiczności pod bramami Muszli przez godzinę (koncert miał być o 16, ludzi zaczęto wpuszczać prawie o 17) litościwie przemilczę. Nie mogę się jednak nadziwić dokładności kulowskiej, która a) nie pozwalała wnosić piwa (nawet w plastikowych kubkach) na teren przed sceną b) stworzyć bzdurny system bramek, który polegał np. na tym, że aby przemieścić się z „Behemotu” (baru w Muszli) na krzesełka przed sceną, trzeba było wychodzić całkiem z obiektu. Wyjście do Toi-Toi ustawionych za bramami też było zadaniem podwyższonego ryzyka, bo było się instruowanym przez panów ochroniarzy, że jeśli zgubi się przywiązaną na słowo honoru opaskę, to się już nie wróci (tak jakby zapamiętanie twarzy delikwenta udającego się na minutę do kibelka było karkołomnym zadaniem). O zgrzycie z występu Muzyki Końca Lata już wiecie. Były jeszcze plakaty, których od dobrych paru tygodni nikt nie zmienił, a z których można się było dowiedzieć takich „kwiatków”, jak to, że mieli zagrać „Muzyka Końca Świata” czy „Nive”. Nie krytykowałbym, gdybym nie widział jak się to robi na zachodzie...Polski. A robi się to bardziej profesjonalnie.

Łukasz Kuśmierz
Ten adres email jest ukrywany przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć