Ale to już było...
24.04.2007.
Jest takie miasto w Polsce, w którym księżyc nosi się w butonierce, mieszkańcom tego grodu serca biją innym rytmem i podobno to tam wiersze wiosną rodzą się najlepsze. Na szczęście to wszystko co jakiś czas jest pakowane delikatnie do walizek i wywożone poza Kraków. Tak też było w minioną niedzielę, 22 kwietnia, kiedy to sala Centrum Kongresowego Akademii Rolniczej zamieniła się na chwilę w krakowski rynek.
Obchodzą właśnie trzydziestolecie swojej pracy artystycznej. Z powodu niezwykłego
i oryginalnego stylu od lat mają wielu słuchaczy. Ich teksty są ponadczasowe, nie starzeją się, są dowcipne, niekiedy gorzkie, nasączone życiem. To z tego powodu grupa „Pod Budą” – bo o nich mowa – nazywana jest często „małym teatrem codzienności”. Do Lublina przywieźli dobrą muzykę, poetyckie teksty i kawałek magicznego Krakowa.
Jak oni to robią, że sale na ich koncertach wypełnione są po brzegi? Byli starsi, bo pamiętają piosenki swojej młodości, ale przyszli też i młodsi. Może to objaw tego, że jesteśmy już zmęczeni sztuką komercyjną, którą Sikorowski nazywa „cekinadą”?
A może od czasu do czasu potrzebujemy posłuchać, czegoś co wzrusza, prowokuje do myślenia i jest bardzo, bardzo liryczne. Coraz rzadziej mamy bowiem obecnie okazję obcować ze sztukę pozbawioną agresji, fałszu i pozerstwa. Tym bardziej warto odnotować minione wydarzenie muzyczne, które łagodziło obyczaje i tęsknotę za normalnością. Tak z humorem, z sympatią, czasem lekko, czasem mądrze –
ot , tak po prostu po krakowsku.
Spotkałam się z określeniem, ze twórczość „Pod Budą” skierowana jest do smakoszy i rzeczywiście tak jest. Myślę, jednak że wszystkim obecnym na niedzielnym koncercie wszystko smakowała znakomicie,
„A to, co już było ... powróci jeszcze...” Parafrazując te słowa piosenki, tego sobie i wszystkim życzę, pozostając z nadzieją kolejnego spotkania z krakowską grupą w Lublinie.
Justyna Jurkowska
Ten adres email jest ukrywany przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć